"Bali się mnie"
Diruco:
Jej ręce ociekały krwią, nie mogłem oderwać od nich wzroku. Wyobraziłem sobie te piękne ręce rozszarpujące zwierze i wyjmujące z niego krwiste wnętrzności. Było to wprost nie do uwierzenia. Od niedawna, a w zasadzie od początku igrzysk zachowywałem się dziwnie, ale jak miałem jej powiedzieć, że nie jestem tym, kim ona myśli, że jestem.Kłamca. Co miałem zrobić gdy wszyscy mówili mi, że to dla dobra kraju. Zdrajca.Jednak, tego już się nie cofnie i muszę zrobić to co jestem zobowiązany zrobić.
Nie drżałem, ale twarz piekła niemiłosiernie. Pociągnąłem klamkę, a przede mną pojawił się gigantyczny i dobrze oświetlony pokój, ze znajdującym się po środku pomieszczeniem wspartym na grubych metalowych kolumnach. Tam głośno dyplomowali ministrowie i najważniejsi mieszkańcy kapitolu.
Śmiałym krokiem wkroczyłem na terytorium wroga, gdy nagle ich beztroska rozmowa przemieniła się w baczne obserwowanie mojej osoby.
- Ty jesteś Diruco Haffly....., tak?- zapytał jeden z nich.
- Haffner, tak.- potwierdziłem.
-Miło cię poznać, pokaż co potrafisz.
Spojrzałem na zestaw sprzętu, a potem na "publiczność". Wyglądali, jakby bali się mnie, albo jakby chcieli mnie zabić, tak czy tak na to samo wychodzi.
Na ławie nie leżało nic mi znanego. Mogłem również pokazać jak dobrze się wspinam, ale tym nie zaimponowałbym ludziom. Sięgnąłem po coś co budową przypominał sierp, a to już dla mnie coś. Ruszyłem w stronę platformy , na której elektronicznie wpisałem dane techniczne. Wszedłem do środka i nacisnąłem przycisk start. Czekałem w zniecierpliwieniu na tarcze, a które imałem celować sierpem. Jest, wyłoniła się z lewej ściany. Prosto w środek.Następna, za mną. Prosto w środek. Manekin spadł z nieba niczym asteroida prawie przygważdżając mnie do ziemi. Z całej siły rozciąłem mu brzuch, a z niego wylał się potok czerwonego szlamu i jakiegoś innego paskudztwa. Dalej szło mi całkiem dobrze, trafiałem celnie do tarcz, a od czasu do czasu, rozpruwałem jakiegoś manekina. Z pomieszczenia wyszedłem cały poplamiony z zapachem nieświeżej śledziony. Ukłoniłem się, nie wiem dlaczego, poczułem, że powinienem. Wyszedłem z pokoju prawie bezszelestnie, ale i tak czułem jakby echo bijącego serca odbijało się o błyszczące ściany. Za drzwiami zobaczyłem Doloris, widziałem ją raz na treningu, nie zwracała na mnie uwagi, miała przymknięte oczy, aż do czasu kiedy zniknąłem w korytarzu.
-Au, niech pan uważa jak ......-krzyknąłem do faceta spotkanego na schodach, który biegnąc potrącił mnie.
-Dobrze, że cię spotkałem- wysapał.
- Pan Mikers? Co się stało?- poznałem go po zielonej brodzie z kolczykiem na końcu.
- Rada się skarży. Powinieneś zachowywać się inaczej niż robisz to w tej chwili. Na razie uchodzisz za samotnika, a my musimy to zmienić. Niby zakochałeś się w tamtej dziewczynie, ale nie okazujesz tego. Pokaż, że ci na niej zależy.- radził mi jak nakręcony- Częściej się uśmiechaj i staraj się zaprzyjaźnić z jakimiś innymi trybutami, to ci ułatwi przebywanie na arenie.
- Dzięki, przez ostatni czas nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić, przez to wszystko.....
-Idź na góre, porozmawiaj z Elien i idź spać jutro ostatni dzień wolności.-powiedział i zniknął za zakrętem.
Ostatni dzień. No, może nie ostatni.