wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 13

"Rubinowy miecz"

Elien:

Przed pokazem chciałam się trochę uspokoić, dlatego zostawiłam Rufy i Vailith w pokoju. Starałam się wszystko sobie przemyśleć od Igrzysk, przez Diruca i Douglasa , po rodzinę. Nie. Nie mogę się niczym zamartwiać, teraz moim priorytetem jest przeżyć. Zwycięży tylko jedna osoba.I będę nią ja.
 Z rozmyśleń wybiło mnie słowo, przez które aż się wzdrygnęłam. Nie pamiętam co było przed nim, albo za nim, ale słyszałam jedno. "Elien". Przełknęłam głośno ślinę i spojrzałam na Diruca spoglądającego na boisko. Nie chciał się odwrócić. A może i chciał. Nie wiem tego, ale coś kazało mu stać, jakby nic się nie stało.
 Związałam włosy w kucyk i ruszyłam do wyjścia. Po kolei mijałam te same miejsca co każdego dnia, tylko, że teraz nie zmierzałam w kierunku boiska treningowego. Zatrzymałam się tuż przed wejściem na nie. Tam właśnie stała ława, a na przeciwko niej drzwi.Drzwi, za którymi słychać było tylko odgłosy manekinów ciętych rubinowym ostrzem.Był to rodzaj broni. Nie wiem dlaczego, ale od małego mam wyczulony słuch, dla mnie uderzenie różnymi mieczami inaczej brzmi. Tutaj stal miękko przedziera skórzaną zbroję, pod którą chowają się wnętrzności krów. Robili tak by przyzwyczai nas do widoku krwi i odrywającego się ciała.Gdy słyszałam kolejne ciosy i brzęczenie metalowych pali, na których podpierały się manekiny cofnęłam się do tyłu. Ktoś kto jest w środku najwyraźniej świetnie odnajduje się w roli zabójcy.
 W następnej kolejności rozległ się odgłos stąpania bo matowej podłodze, a na ziemi pokazywał się mały cień, który z każdą chwilą narastał. Klamka opadła, a drzwi powoli się odsunęły. Wyszedł z nich niewysoki brunet o błękitnych oczach.Uśmiechnął się do mnie i miał taki wyraz twarzy, jakby chciał się przywitać, ale nieśmiałość mu na to nie pozwalała.
-Elien- uprzedziłam go odwzajemniając uśmiech.
-Scott, a raczej Magik-powiedział pośpiesznie i zawstydzony uciekł do windy.
Kiedyś o nim słyszałam. Jego brat zginął na arenie kilka lat temu i teraz sam zgłosił się na trybuta by pomścić jego śmierć . Mówiono, że jest mistrzem kamuflażu i umie wykonać broń z niczego.Może to dlatego nazywają go Magikiem.
 W chwili, gdy przypomniało mi się, że teraz moja kolej, wszystkie obawy zniknęły. Przyszła tylko jedna myśl. Zabłyśnij przed nimi.
 Uchyliłam drzwi i zajrzałam do środka. Było pusto z wyjątkiem podwyższenia, w którym znajdowała się rada i sponsorzy. Nawet się nie przywitałam. Chciałam mieć to już za sobą. Podeszłam do blatu, na którym znajdowała się broń. Przejechałam po nim opuszkami palców i zatrzymałam się tuż przed czerwonymi wachlarzami. Ujęłam oba w dłonie i rozpostarłam je. Na końcach małych drewnianych patyczków znajdowały się połyskujące w świetle ostrza.Kątem oka spojrzałam na manekiny. Ustałam prosto, zamknęłam oczy by choć na chwilę się skupić.Wyobraziłam sobie mamę kiedy obie ścinałyśmy zborze na polu.Zapach żyta i pszenicy, ubłocone nogi. Raz za mocno się zamachnęłam i prawie nie zrobiłam mamie krzywdy.Tylko drobna rana na nodze została jej po tym zdarzeniu.Otworzyłam oczy. Biegnąc przed siebie nie zwracałam uwagi na nic poza wybranym celem. Dobiegłam do pierwszego manekina i rozcięłam go w pół. Czerwona plama krwi ozdobiła jeden z wachlarzy.Druga postać nie miała tak dobrze. Rozpadła się cała zostawiając tylko pal wbity w podłoże.Trzeci, ostatni. Rozcięłam tchawicę i zanurzyłam broń w mięsistym ciele ofiary. Nie chciałam myśleć co robię. Wiedziałam, że teraz nie jestem sobą.To nie są ludzie. To jest pokaz. Na pewno nie postąpię tak będąc na arenie. Chociaż kto to wie, co wtedy zrobię.
 Spojrzałam na ręce. Do jednego palca przyczepił się mały kawałek czegoś. Nawet nie wiedziałam czego. Strząchnęłam to, chciałam wyglądać na twardą.W tym miejscu gdzie stałam rzuciłam wachlarze i  ruszyłam w stronę drzwi.
-Elien, dziewiątka- krzyknęłam przy drzwiach.
Za nimi stał Diruco. Patrząc na moje ręce zmartwił się, ale nie patrzył mi w oczy. Nie będę się przed nim tłumaczyć, zrobiłam to co musiałam.
 Wytarłam ręce o spodnie i pobiegłam do apartamentu, by dożyć do następnego dnia.











Rozdział 12

"Chlor....... i inne zanieczyszczenia"

Vailith:

Zatrzasnęłam drzwi i szybkim krokiem udałam się na dół do sali pokazowej. Przed nią stała ławeczka, która przy próbie siadania trzeszczała jakby miała ponad 30 lat, lecz na taką nie wyglądała. Z pokoju dobiegało wiele przeróżnych dźwięków między innymi: świsty, dudnienie, uderzanie i chrobotanie.
 Spojrzałam na swoje buty. Były jeszcze delikatnie pobrudzone od ziemi, dlatego wzięłam rękaw swojej bluzy i postarałam się chociaż trochę je wyczyścić dopóki nie usłyszałam pociągnięcia za klamkę. Zerwałam się na równe nogi i zobaczyłam uśmiechniętego Travisa wybiegającego z sali. Poszedł w kierunku schodów i zniknął za ścianą.
-Trybutka Vailith-Dystryktu 4, a następnie trybut Peter-Dystrykt 4- usłyszałam głos dobiegający z głośników i chwiejnym krokiem podążyłam do wejścia.
Pomieszczenie było wielką salą, w której znajdowało się wszystko co było na polu treningowym. Stałam jak ten kołek na środku sali, w ręku trzymając torebkę pełną wody, w której znajdowały się ryby i rozglądałam się za basenem jednak nigdzie go nie widziałam. Poczułam czyjeś palce na swoim karku i od razu się obróciłam. Za mną stała wysoka brunetka ubrana w biały kitel , z włosami zaplecionymi w kłos i okularami na nosie.
- Co zamierzasz pokazać?-zapytała półszeptem.
-Yyyyy....pływanie?- zapytałam nieśmiało.
Dziewczyna sięgnęła po pilota znajdującego się w kieszeni jej kitlu i wcisnęła jeden z przycisków. Następnie ściana po prawej stronie się rozsunęła i z niej wysunął się ogromny zbiornik z wodą. Kobieta zeszła z pola widzenia i usiadła na krześle znajdującym się przy drzwiach.
-Vailith Bellevue. Dystrykt 4.-zwróciłam się do rady zasiadającej na trybunach.
Energicznym krokiem ruszyłam w stronę basenu i wypuściłam sumy do wody. Wdrapałam się po metalowych schodkach na krawędź zbiornika i poczułam zapach chloru wydobywający się z wody. Przez chwilę kontem oka spojrzałam na trybuny, a tam rada zabawiała się w najlepsze.Mało który z nich był skoncentrowany na mnie. Nie obchodzi mnie to. Chcę zrobić to co muszę i mieć to wszystko z głowy.
Bez namysłu zanurkowałam w lodowatej wodzie i namierzyłam ryby. Żeby zrobić lepszy pokaz wyjęłam z kieszeni gumową opaskę i zawiązałam sobie nią ręce. Przez moment unosiłam się w toni wodnej czekając na okazję, a następnie susem popłynęłam do jednego z sumów i chwyciłam go w zęby. Wynurzyłam się na powierzchnię by wyrzucić rybę na podłogę oraz nabrać trochę powietrza w usta. Zrobiłam to samo jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz aż wszystkie sumy znajdowały się poza akwarium. Przemoczona wyszła z wody i otrząsnęłam się jak pies. Wyprostowana, nie okazując tego jak bardzo było mi zimno, ruszyłam w stronę wyjścia. Przed salą czekał już Peter i lekko zdziwił się na mój widok.
-I co, zimno?- zapytał marszcząc brwi.
-A żebyś wiedział-odpowiedziałam opierając się o ścianę.- Na co czekasz, wchodź.
Posłusznie otworzył drzwi i wszedł  do środka, a ja odgarnęłam kosmyk włosów i sama udałam się do apartamentu. Na samą myśl o schodach opanowały mnie dreszcze, dlatego postanowiłam skorzystać z windy. Powlokłam się następnie do swojego pokoju, gdzie czekały na mnie Elien i Rufy.
-Co ci się stało?- zdziwiły się jednocześnie.
-Gdybym wiedziała, że woda będzie lodowata, przemyślałabym to kilka razy- usiadłam na łóżku, a Elien okryła mnie kocem.
-A co rada powiedziała?-nie wytrzymała Drew.
-Szczerze, to nie wiem czy ktokolwiek to widział.
-Tacy już są, interesują ich tylko osoby, które w ich środowisku są już znane-skomentowała El.
-Tylko wiecie co...............w tej wodzie...... było coś, coś niepokojącego, nie chodzi mi tu o chlor, bardziej o substancję, dlatego zaczynam się obawiać.
-Czego?
-Nie wiem.

.