sobota, 25 maja 2013

Rozdział 6

"Miło mi cię poznać"

(UWAGA KRÓTKI POST, NA PRZEDSTAWIENIE TRYBUTÓW Z INNYCH DYSTRYKTÓW)
*Narracja trzecioosobowa*

Za chwilę miał odbyć się pokaz trybutów. Cała sala pękała w szwach,  zasiadali tam najbogatsi mieszkańcy Kapitolu. Inni, którym nie udało sie dostać do środka, albo ci, których po prostu na to nie stać, gromadzili sie przed telewizorami w domach, albo przed wielkimi elektrycznymi bilbordami w centrum dystryktów. Wszyscy trybuci stali przy swoich wozach ,ciągniętych przez pięknie,ozdobione konie i byli okrążeni przez stylistów, makijażystów i animatorów pilnujących aby wszystko powiodło się zgodnie z planem. Rydwany  stały w szeregu, w kolejności występowania dystryktów. Elien i Vailith spojrzał na siebie, wtedy się jeszcze nie znały. Obok stali ich partnerzy, Peter i Diruco. Młodszy nie mógł się doczekać i szybkim ruchem wskoczył do rydwanu, ponaglając dziewczynę, by zrobiła to samo. Druga para czekała na swoją kolej, by podjechał do nich wóz. Elien trzęsła się, ale próbowała zachować kamienną twarz, natomiast Vail była spokojna i wewnątrz i na zewnątrz, tylko lekki szok przeszkadzał jej w prezentowaniu dobrego wizerunku.Wokół panowała grobowa atmosfera, każdy był skupiony i czekał na rozpoczęcie parady.Wszyscy trybuci zasiedli w rydwanach i złapali za lejce. Nagle przed nimi otworzyły sie niewyobrażalnie ogromne wrota, a za nimi ukazała się droga wiodąca do pustego okręgu.Wokół całej ścieżki były postawione trybuny, na których zasiadali ludzie.Na przeciwko jednak stała wielka kolumna, której zamieszczony był balkon, gdzie zasiadał prezydent Snow. Był to mężczyzna w wieku 60 lat, od początku prowadzi igrzyska. Obok niego zasiedli najbogatsi mieszkańcy Panem,ostatni zwycięzcy 40 Głodowych Igrzysk i   Dymitrii ,organizator i główny koordynator igrzysk.
Wozy ruszyły, a Caesar- prowadzący igrzyska, razem z Wesem- głównym komentatorem, zaczęli przedstawiać po kolei trybutów:


DYSTRYKT 1 

Maureen B. Riley "Choo"


Wesley Navarro "Set"



DYSTRYKT 2

Perivi Frauc



 Lynch Motley



DYSTRYKT 3

 Eris Delore "Vulp"


 Travis Richardson



DYSTRYKT 4

Vailith Bellevue 
 


Peter Monachim



DYSTRYKT 5

 Madeline Cirkpatrick




Buster Rich



DYSTRYKT 6

Selene Britt


 Charlie Bitee



DYSTRYKT 7

Keke Easton


 Douglas Werner



DYSTRYKT 8

 Aleksis Joe "Echo"






 Scott Cartez "Magik"




DYSTRYKT 9

Elien Moonlight





 Diruco Haffner




DYSTRYKT 10

 Dolores Manning


Joseph Perez



DYSTRYKT 11

Drew Fluharty "Rufy"






Lance Cannon




DYSTRYKT 12

 Agnes Haney "Daimond"



Justin Fitch


  Rydwany powoli sunęły w stronę kręgu, a trybucie w nich machali do publiczności. Suknia Elien mieniła się różnymi kolorami, a za Vail ciągnęły sie pióra ze swojej kreacji. Wszyscy zatrzymali sie wokół owej kolumny i czekali na wypowiedz prezydenta Snowa.
-Witam wszystkich tu obecnych na rozpoczęciu ceremonii otwarcia 41 Głodowych Igrzysk- z głośników wydobył sie chrypliwy głos.
Rozległy się głośne oklaski, a prezydent zaczął dalej przemawiać:
-Minęło już 41 lat od czasu Mrocznych Dni dla państwa Panem. Niby czas niszczy rany, ale tak naprawdę zostają jeszcze trwałe blizny. Za trzy dni stoczycie walkę na śmierć z życie, a ten kto wygra będzie żył w luksusie i sławie jakiej mało osób doświadcza. Pamiętajcie to los tak chciał, że tu jesteście, to jest zaszczyt dla was.Reprezentujcie jak najlepiej swój dystrykt i niech los zawsze wam sprzyja.
Wszyscy wstali, aby obdarować brawami Snowa, a na telebimach pokazała się jego uśmiechnięta twarz. Wozy wraz z trybutami zakręciły do wyjścia i odjechały, a tłum ludzi zaczął sypać płatki róż na ich cześć. Vailith szybko wyskoczyła z rydwanu chwilę po przejechaniu przez olbrzymie drzwi. Chciała kierować się w stronę wyjścia, ale drogę zagrodziły jej Kolokfia i Shonna, później dobiegł do nich Peter.
-Wyglądaliście naprawdę cudownie-pochwaliła ich Kolokfia.
-Bywało gorzej- powiedziała opryskliwie mentorka.
-Chcę iść do pokoju- zaprotestowała dziewczyna i szybkim krokiem ominęła kobiety.
Natomiast po drugiej stronie pomieszczenia Elien witała sie z Marnie i Avirą.
 -Wyprostuj się, strój musi dobrze na tobie wyglądać- skomentowała Avira.
-Nikt już na nią nie patrzy uspokój się-powiedziała staruszka-wyglądacie bardzo ładnie.Musimy już iść do pokoju, musicie jutro być wypoczęci, będą treningi, a patrzeć na was będą potencjalni sponsorzy, a wieczorem wystąpicie w programie Caesara.
Cała czwórka ruszyła do wyjścia. Elien obróciła się za siebie by zapytać o coś Marnie, lecz nagle ktoś zderzył się z nią i upadła na ziemię.
-Przepraszam, nie zauważyłam cię- powiedziała Vailith łapiąc się.
-Nie spokojnie, nic sie nie stało- odpowiedziała Elien, a Diruco pomógł wstać obu dziewczynom.
-Jestem Elien, a to Diruco- dziewczyna przedstawiła się.
-Jestem Vailith, przepraszam, ale trochę sie śpieszę, chcą mnie tu dłużej zatrzymać, a ja się nie dam- uśmiechnęła się.
Na szczęście to już koniec............. pierwszego dnia w Kapitolu

niedziela, 19 maja 2013

Rozdział 5

"Kim ja jestem"
Elien:

Rozejrzałam się po pomieszczeniu i przejechałam ręką po białej donicy. Spojrzałam następnie w stronę szeregu drzwi i przeczytałam na jednych, jak ozdobnymi, złotymi literami, napisane było moje imię. Pociągnęłam za mosiężną klamkę i weszłam do środka pokoju. Był on niecodzienny niż pokoje jakie widziałam. Był kształtu ogromnej, wysokiej kuli, rozświetlonej świtałem wydobywającym się z miejsca zetknięcia się ściany i podłogi. Sufit zrobiony był ze szkła, przez co ,leżąc na ogromnym łóżku znajdującym się tuż nad oknem, można było oglądać niebo, a z Kapitolu było można zobaczyć najpiękniejsze zorze polarne lub ułożenie gwiazd , jakie widziałeś na oczy. Wokół łoża, praktycznie cały pokój był przepełniony roślinami, umieszczonymi w kolorowych donicach stojących na ziemi lub wiszących nad sufitem. Po prawej stronie namalowany był pewien obraz. Podeszłam do niego bliżej i po chwili ujrzałam na nim siebie. Stałam w bozie bojowej trzymając w dłoni wachlarz, który zakrywał część mojej twarzy. Nagle do mojego pokoju szybkim krokiem wparował Diruco zatrzymując się w wejściu. Podbiegłam do niego uwiesiłam mu się na szyi, kładąc głowę na jego ramieniu. Ku mojemu zdziwieniu chłopak odwzajemnił uścisk i oplótł swoje ręce o moja talie. Umiemy porozumiewać się bez słów i to mi wystarcza.
Obok przechodziła Avira, zatrzymała się i spojrzała na nas szczenięcymi oczami.
-Och, jakie to słodkie! -wzruszyła się- tak trzymać!
Marnie przewróciła oczami wstając z krzesła. Wzięła do reki kremową parasolkę i ruszyła w stronę windy.
-Chodźcie, nie chcemy się przecież spóźnić na pokaz trybutów-zasugerowała i wszyscy weszli do małego pomieszczenia.
Zjechaliśmy na parter i po porcelanowych kafelkach przeszliśmy do ogromnego długiego pomieszczenia, w którym mieliśmy się przygotować.Avira i Marnie opuściły nas, a tajemnicza blondynka z różowymi paznokciami sięgającymi ziemi pokierowała nas do ustalonych kabin. Czarnoskóry mężczyzna kazał mi się przebrać tylko w zielona pelerynę, a następnie położyłam się na miękkim blacie i się zaczęło. Najpierw depilacja woskiem, potem dogłębne oczyszczanie, a następnie układanie włosów. W czasie całego zabiegu próbowałam zagadywać mężczyznę jak tylko mogłam, ale wszystko na darmo, otwierał usta i tylko je zamykał. Nagle do stylizacji fryzury podeszła do mnie kobieta, która na początku pokierowała mnie na te stanowisko.
-Jest niemową- powiedziała łagodnie i cicho, żeby chłopak nie usłyszał- ludzie z Kapitolu odcięli mu język, handlował zabronionym towarem.
Przyjrzała mi się dokładnie i zaczęła oglądać moje włosy.
-Masz bardzo ładne włosy, może........tak, tak zrobię- mówiła do siebie.
-Zdaję się na ciebie.
Po około godzinie byłam gotowa na wybór stroju. Nadal leżałam na zimnym blacie i czekałam na przyjście specjalisty.Nagle usłyszałam ciche kroki z każdą chwilą zbliżające się do mnie.
-Usiądź, proszę- zasugerował ciepły głos.
Wstałam i przed sobą ujrzałam chyba najbardziej normalna osobę jaką widziałam w Kapitolu. Miała jedynie złote usta i czarne serduszko obok oka.Jej proste, czarno krucze włosy sięgały niemal bioder, a brązowe oczy wpatrywały się we mnie, jakby z miłością. Na nogach miała ogromne glany, a ubrana była w białą, koronkową suknię.
-Patrzę, że Laura zrobiła dobrą robotę- zwróciła uwagę na uczesanie i przedstawiła się- jestem Robin.
-Elien- odpowiedziałam ściskając jej delikatna dłoń. 
-Mam mały pomysł co możemy zrobić- zasugerowała- zrobimy suknię ze zboża, ale taką co zmienia kolor z złotej na zieloną, a na końcu na lekko brązową.
-Naprawdę się na tym nie znam- uśmiechnęłam się.
-To tak zrobimy-powiedziała biorąc ze mnie miarę.




Vailith:

Peter wyskoczył jak poparzony z pociągu i poganiał wszystkich, by szybciej wejść do budynku. Wyjrzałam głową z wagonu i westchnęłam. Wokół rozbrzmiewał niewyobrażalny hałas, a  ludzie pchali się do pobliskiej areny, gdzie odbędzie się pokaz trybutów. Wolnym krokiem podążałam za Kolokfią i Shonną, wpatrując się w podłoże.Przecisnęliśmy się przez tłum gratulujących nam ludzi i weszliśmy bocznym wejściem do budynku. Wewnątrz krzątali się różni ludzi biegając z jednego w drugi kąt.
-Szybko, mamy mało czasu-ponaglał nas mężczyzna siedzący za niebieskim blatem, piłując paznokcie.
Kolokfia złapała mnie i Petera za rękę i zaprowadziła do oddzielnych pomieszczeń. Jedna z kobiet myjących ręce kazała mi przebrać się w niebieską pelerynę i położyć się na metalowym fotelu. Następnie odbyła się moja metamorfoza, na początku czyszczenie całego ciała, ale nie trwało to długo, bo byłam w prawie idealnym stanie. Po tym przyszedł czas na fryzurę, była prawie taka sama jaką mam codziennie.Wreszcie czas na wybór stylizacji. Czekałam chwilę, aż podeszła do mnie od tyłu jakaś osoba i wzięła mnie za rękę.
-Cieszę się, że mogę cię poznać- usłyszałam męski głos- jestem Coren, będę twoim stylistą.
Podniosłam się i moim oczom ukazał się wysoki chłopak z długimi blond włosami związanymi w kucyk. W prawej brwi lśnił czerwony kolczyk, a taki sam kolor miały też jego paznokcie.Był ubrany w srebrną bluzkę z poduszkami na ramionach i czarne spodnie z czerwonymi kwiatami na kostkach.
-Dowiedziałem się, że jesteś z dystryktu 4, czyli z dystryktu rybaków, tak?-zapytał ciepłym głosem.
Przytaknęłam głową i skuliłam nogi.
-Wcześniejsze stylizacje z innych lat przedstawiały błyszczące kiczem stroje rybaków-zaczął- nie wchodzę w to. Poszperałem trochę o was i dostałem inspiracji. W waszym morzu jest jedna z najgroźniejszych ryb na świecie i na podstawie jej wyglądu chce ci zrobić taki strój.
Przypatrzył mi się dokładnie, a ja skryłam swój wzrok wpatrując sie w podłogę.
-Nie jesteś taka jak inni z twoje dystryktu, ty nie chcesz tu być -zauważył- wiem też, że twoją mentorką jest Shonna, oglądałem ostatnio powtórki z jej igrzysk, nie popisała się. Rozmawiałem z nią kiedyś, wiem jaka ona jest. Będę pomagał ci jak tylko mogę, znam się na tym, bo widziałem powtórki wszystkich igrzysk i wiem jak się trzeba zachować.
Spojrzałam na niego ze wzrokiem mówiącym "dziękuję", a on powoli mnie przytulił. Zachowywał się jak starszy brat, którego nigdy nie miałam i nie tylko A teraz mam już dwóch mentorów i nie poddam się bez walki.

niedziela, 12 maja 2013

Rozdział 4

"Podróż donikąd" 
-Ym, przepraszam, ale koniec odwiedzin, musimy już jechać-do pokoju wkroczyła Kolokfia, wypraszając Maryl z pokoju.
Zaprowadziła mnie to drzwi przez które weszliśmy do budynku, a przed nimi czekał już na mnie Peter. Patrzył zdecydowanym wzrokiem i nie odczuwałam po nim strachu. Kolokfia szepnęła mi do ucha, że nikt do niego nie przyszedł, z jednej strony nie przejmowałam się tym za bardzo, jednak było mi go trochę żal w takiej chwili zawsze chce się mieć przy sobie kogoś bliskiego. Zachowywał się bardziej spokojnie niż przed dożynkami, jakby myślał, że nic się nie stało i jest to kolejny nudny dzień, ale dla mnie ,nie dzisiaj. Strażnicy pokoju wraz z Kolokfią, udali się schodami w górę, które prowadziły do drzwi. Za nimi krył się drewniany taras z widokiem na stację kolejową. Na dworze szalał zimny wiatr, dobiegający z nad wody, która oblewała prawie cały nasz dystrykt. Wyszłam na zewnątrz i wzięłam jeden głęboki oddech i zapatrzyłam się w horyzont. W jednej chwili moim oczom ukazał się mknący szynami w naszą stronę ekspres, który zatrzymał się przy pobliskiej stacji znajdującej się za jeziorem.
Zeszliśmy schodami na dół, a tam strażnicy pomogli nam przedrzeć się przez wiwatujący tłum ludzi patrzących na każdy mój ruch. Wcisnęliśmy się do auta i ruszyliśmy w stronę dworca. Po drodze Kolokfia opowiadała nam o dogodnościach jakie będą na nas czekać w Kapitolu, wymieniała się zdaniami z Peterem, a on zadawał jej najróżniejsze pytania. Nie zwracałam na to zbytniej uwagi, wolałam pomyśleć bardziej nad igrzyskami, nad tym co się będzie dziać na arenie, co potrafię i co może stać się użyteczne.
Zajechaliśmy na miejsce, na szczęście tam nie było tłumów tylko nieliczne osoby. Prowadzeni byliśmy przez Strażników Pokoju do starej, prawie opuszczonej , ale nadal sprawnej stacji.Na pierwszym peronie stał owy ekspres. Podeszliśmy do niego, wspięłam się po stromych schodach, a drzwi do przedziału same się otworzyły. Wewnątrz dominował kolor morski. W rogu wagonu stał długi, masywny stół na którym stały porcelanowe tace przepełnione słodyczami wraz z szklanymi butlami z przeróżnymi trunkami.Tuż obok stał troch mniejszy stolik, na którym w odróżnieniu od poprzedniego leżały wyroby mięsne i rybne.Gdy wkroczyliśmy do środka moim oczom ukazała się schowana za ścianką długa, szara sofa przykryta płachtą koloru miętowego.
-Czeka nas długa droga, trasa przez dystrykt 8 jest zamknięta, dlatego musimy jechać na około.-za informowała Kolokfia, widać było po niej, że stres przeszedł.
Podeszłam do stołu i puknęłam w szklany kieliszek.Kapitolijka na chwilę wyszła z pokoju, poszukać naszego mentora, pomyślałam, że może dobrze by było trochę poznać tego Petera.
-Słuchaj- wyprzedził mnie- nie zostałem wybrany po to by zaprzyjaźnić się z kimś, tylko, żeby wygrać.
-Nie myślisz, że przez tą pewność siebie sponsorzy się tobą za interesują?-zapytałam.
-A ty myślisz, że sobie nie poradzę, bez sponsorów- wziął jabłko z tacy i rozsiadł się na kanapie- nie jestem taki ja ty. Uczyłem się sztuki przetrwania i zabijania od małego, wiem o tym, że twój ojciec wszystkich okłamywał, mówiąc, że masz osobistego trenera.
Popatrzyłam na niego takim wzrokiem jakbym miała go zaraz zabić. 170 cm czystego zła. Nie wydawał się taki, miałam teraz mętlik w głowie, a on gryzł ze spokojem zielone jabłko. W jego oczach wyczytałam słowa "I co? Zatkało?".
Kłótnie przerwała nam Kolokfia ciągnąc z całej siły ciężkie drzwi do wagonu, wbiegła do środka a za nią nieśmiałym krokiem drobna kobietka. Na jej twarzy rysował się grymas, który pokazywał nam, że kobieta nie chce tu być.Jej nogi stawiając następne kroki delikatnie uginały się pod jej wątłym ciałem, ręce drżały trzymając w dłoni kilka małych czerwonych tabletek, a skóra była blada, ale w niektórych miejscach sina. Kobieta zatrzymała się, odwróciła od nas i powtórzyła coś do siebie pod nosem, zacisnęła dłonie w pieśni i zwróciła się do nas.
-Cześć, jestem Shonna, i jestem waszą mentorką- powiedziała i spojrzała na Kolokfię- już? wystarczy?
Kolokfia zrobiła znużoną minę i zaniemówiła.
-A więc tak, nie chcę być dla was za poważna i szczerze, nie mam zamiaru dzisiaj z wami rozmawiać, może jutro coś ze mnie wyciągniecie na temat igrzysk. Idźcie najlepiej spać, Dobranoc- pożegnała się-Kol, powiedz obsłudze, żeby przynieśli tatara do mojego pokoju, oni wiedzą o co chodzi.
Odwróciła się na jednej nodze i wyszła z wagonu. Żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć, usłyszałam tylko "dlaczego musiałem trafić na nią" co wydobyło się z Petera.
-A więc, ym, idźcie spać-dodała Kolokfia i ruszyła za Shonną.
No tak piękny koniec pięknego dnia.
Następnego dnia wstałam bardzo późno, ale to z powodu tego, że łóżka są tu najwygodniejsze na świecie. Weszłam do głównego przedziału, a tam czekali już na mnie Peter i Shonna. Chłopak był lekko zmieszany, a kobieta rozpromieniona.
-O kto zaszczycił nas swoją obecnością!- krzyknęła- siadaj, czekamy na ciebie.
Podeszłam niemrawym krokiem do stołu i usiadłam na najbliższym krześle. Przez chwilę zastanawiałam się co zjeść, ale mój wybór padł na jagnięcinę. Ukroiłam cieniutki kawałek kawałek, a następnie posmarowałam masłem chleb kładąc na niego plaster mięsa.
-A więc jakie macie pytania?- zaczęła.
- Jaka broń najbardziej może się okazać użyteczne- zaczął szybko Peter, jakby był się, że go wyprzedzę.
-Na arenie przyda się każda broń, ale mi najbardziej przydał się prosty scyzoryk.
-Niby jak udało ci się pokonać kogoś tym scyzorykiem- oburzył się chłopak.
-Tam nie liczy się jakość broni, trzeba tylko umiejętnie się nią posługiwać- odpowiedziała.
-A co se sponsorami- rozkręcił się Peter.
-Sponsorzy jak sponsorzy, też trzeba umieć ich zdobywać.
-Czyli?- dopytałam.
- Hmmm, podaj chleb- zmieniła temat Shonna.
-Chcę jeszcze wrócić do wcześniejszego pytania- wyczułam kłamstwo w ustach kobiety- ile osób zabiłaś?
-Podaj, proszę, ten cholerny chleb- zawróciła się do mnie i popatrzyła na mnie srogim wzrokiem.
-Ile?- powiedziałam tym razem bardziej stanowczo.
-Chcecie prawdę?-zapytała ironicznie- Prawda jest taka, że nie zabiłam nikogo. Wygrałam te igrzyska przez ukrywanie się, ludzie o mnie zapomnieli i przez to, nikt mnie nie ścigał. Ukrywałam się w jaskiniach na drzewach, kamuflując się. O tej sztuce mogę wam mówić godzinami, ale nie pytajcie mnie o broń, sponsorów. Nie doświadczyłam tego, nie znam się na tym.
Wstała od stołu i poszła do swojego pokoju mijając się w przejściu z Kolokfią. Oszołomiona zrobiła piruet wiodąc oczami za Shonną. Następnie podeszła do nas i powiedziała:
-Witamy w Kapitolu!
Peter biegiem wstał z krzesła i podbiegł do okna, ledwo nie przewracając się po drodze. Przewróciłam oczami i z miejsca spojrzałam w szybę. Przejeżdżaliśmy teraz przez najbardziej zatłoczoną ulicę w centrum Kapitolu, na której zebrał się tłum ludzi by nas zobaczyć. W okół stało mnóstwo olbrzymich budynków, które prawie sięgały nieba, obok nas mknęły szybkie auta,które w niektórych miejscach tworzyły kilometrowe korki. Na ulicy, przy sklepach, w galeriach gromadzili się przedziwni ludzie. Niektórzy mieli kolorowe włosy, metrowe paznokcie inni operacyjnie wydłużone rzęsy, nitki złota w skórze, a jeszcze inni pióropusze w włosów i z egzotycznym zwierzęciem na ramieniu. Oczywiście wszyscy ubrani byli w niecodzienne kreacje, które, wydawało mi się, tworzył pijany projektant. Uśmiechali się do nas i machali nam, powoli podążając za pociągiem.
-To jest codzienność w Kapitolu- za informowała Kolokfia- teraz wszyscy kierują się na plac defilad, gdzie odbędzie się pokaz trybutów.
-Nic o tym nie słyszałem!- zbuntował się Peter.
-A tak, zapomniałam wam powiedzieć- zaśmiała się- Wieczorem odbędzie się pokaz trybutów, tam całe Panem dowie się o was. Wcześniej jednak przejdziecie małą metamorfozę, czyszczenie i wybór stroju.
-Czyszczenie? Metamorfoza?-dopytałam.
-Na miejscu wszystkiego się dowiecie-zakończyła i ledwo nie przewróciła się na swoich wysokich szpilkach, gdyż pociąg się zatrzymał- O już jesteśmy!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Następny post będzie pisany z dwóch perspektyw i na końcu pojawią się w nim wszyscy trybuci jacy będą brać udział w igrzyskach. I jeszcze będę dopisywać na początku rozdziału z czyjej perspektywy mówię, bo teraz może się to trochę pomieszać.

NOWA POSTAĆ W KARCIE: BOHATEROWIE



sobota, 4 maja 2013

Rozdział 3

"Inny świat"
-Zbieramy się, zbieramy, zaraz pociąg nam odjedzie- słyszałam głos Aviry z korytarza.
Zastanawiałam się co się dzieje teraz u Diruca, nie zdążyliśmy nawet porozmawiać.Widziałam, że przejął się tym wyborem o wiele mocniej niż ja. Mam nadzieję, że nie wpadnie w jakąś depresję.
-Kochanie, czemu jeszcze nie na dole, ruchy, ruchy-rudowłosa zajrzała do mojego pokoju i pokierowała mnie na dół.
Delikatnie stąpałam po drewnianych schodach, które skrzypiały pod moimi stopami. Koncentrowałam  się teraz na wszystkim, nawet na chodzeniu.Schody wydawały się dla mnie jakby nie miały końca. Już na ostatnich stopniach zorientowałam się, że czeka już na mnie Diruco.Zeskoczyłam ze schodów i pobiegłam do chłopaka, uwiesiłam mu się na szyi, a on przez chwilę wydawał się odrętwiały, jakby nie wiedział co się stało.Spojrzałam mu w oczy, były przepełnione pustką, zachowywał się inaczej niż zawsze, był w ogromnym szoku.Ze smutkiem odwróciłam się plecami do niego przygryzając dolną wargę.Nie spodziewałam się tego, ale w jednej chwili Diruco oplótł swoje ręce o moją talię, a głowę położył na moim ramieniu.Złapałam go za dłoń, była zimna, jak u trupa, a skóra była szorstka.
-Dobrze, możemy jechać-przerwała Avira wchodząc do holu- O to wspaniały pomysł zrobimy z was parę!
-Ym, nie wiem czy zauważyłaś, ale jesteśmy parą-zwróciłam jej uwagę.
-O to cudnie!-promieniała radością .
Kobieta spojrzała na zegarek i ruszyła ciasnym korytarzem w stronę bocznego wyjścia, zrozumieliśmy, że musimy podążać za nią.Korytarz był wąski i ciemny, a na jego końcu paliła się mała, stara żarówka, która nie do końca rozświetlała długi hol.Na jego końcu znajdowały sie drzwi, które prowadziły do stacji kolejowej.Wyszliśmy z budynku i ujrzeliśmy tłum ludzi wpatrujących się w nas. Niektórzy pchali się do przodu, inni płakali, a jeszcze inni, zachowywali kamienną twarz. W tłumie zauważyłam Ksaniela i moją matkę stojących obok strażników pokoju, którzy robili barierę.Poczułam jak łza spływa mi po policzku, szybko ją wytarłam i dalej szłam przed siebie, jakby nic się nie stało. Wskoczyłam do pociągu i otworzyłam pierwsze drzwi jakie przed sobą miałam. W środku było wszystko to czego nigdy nie doświadczyłam np. drogie ciasta, fotele ze skóry, masywne stoły wykonane z najdroższych drzew oraz owoce, których nigdy w życiu nie widziałam.
-Usiądźcie na razie, porozmawiajcie spokojnie, a ja zawołam waszego mentora- oświadczyła Avira i udała się do kolejnego wagonu.
Rozsiadłam się na wielkiej ,skórzanej sofie, a Diruco usiadł na czerwonym fotelu obok.Przez chwilę panowała nerwowa cisz, ale postanowiłam ją przerwać.
-Dlaczego w ogóle sie do mnie nie odzywasz? Chyba mamy jeszcze o czym rozmawiać, prawda?
-....-zastanowił sie przez chwilę i kątem oka spojrzał na mnie- to nie jest takie proste. Musimy sobie zdać z tego sprawę, że nie wrócimy już tutaj. Próbuję sobie to uświadomi, ale nie mogę się z tym pogodzić, że mogę widzieć cię ostatni raz w życiu.
Wyciągnęłam się i pocałowałam go w policzek. Pierwszy raz od wyboru trybutów nie widziałam uśmiechu na jego twarzy, aż do teraz. Siedząc tak prawie nie usłyszeliśmy otwierających się drzwi. Ale odgłos stukających obcasów zwrócił mój wzrok w kierunku miejsca skąd wydobywał się hałas.
-Kochani, oto jest wasza mentorka Marnie -powiedziała Avira, a zza jej pleców wyłoniła się starsza, lekko zgrabiona babcia.
Kobieta miała blond włosy, z siwymi przebłyskami, ubrana była w białą,koronkową suknie, a na to założoną miała kremowy żakiet, natomiast na jej głowie widniał złoty kapelusz przyozdobiony białymi kwiatami. Marnie podpierając się o laskę, podeszła do nas i usiadła koło mnie na sofie.
-Wiem co sobie teraz myślicie, jak taka staruszka może nam pomóc przetrwać, pewnie ledwo pamięta co w tej chwili możemy czuć-mówiła.
-Ale, my ...-zaczęłam się tłumaczyć.
-Tak wiem, ale tego uczucia nie da się zapomnieć.Będzie ono z wami przez całe życie, brałam udział w X igrzyskach, ale nadal pamiętam ten strach, kiedyś nie było ograniczenia wiekowego, w igrzyskach  mogli brać ludzie w różnym wieku-opowiadała- gdy wybrali mnie na trybuta miałam 30 lat, teraz mam 61.
Słuchaliśmy Marnie z zapartym tchem, opowiadała nam o swym uczestnictwie w igrzyskach, na twarzy Aviry rysował sie grymas, który dziwnie podniósł mnie na duchu i dopingował do zadawania pytań. Nawet nie zauważyłam, jak czas szybko minął i nagle usłyszałam piskliwy głos Aviry:
-Jesteśmy już w Kapitolu, no kochani chodźcie się przywitać, trzeba sobie czymś zaskarbić uwagę widzów, chcecie przecież jak najdłużej przeżyć.-powiedziała ironicznym tonem.
Wstałam szybkim ruchem z kanapy i podeszłam do szyby.Poza pociągiem rozciągało sie wielkie, błękitne morze. Woda była tak czysta, że widać był piasek, nawet w najgłębszych miejscach. Pociąg był tak szybki, że kiedy Diruco znalazł się przy mnie widział już  stację podziemnego metra. Pojazd na chwilę sie zatrzymał, moim oczom ukazali się kapitolończycy, pchający się by nas zobaczyć, z różnych stron migało światło aparatów, a ludzie cieszyli się i machali do nas, wkładając to szpary na górze szyby prezenty. Schyliłam sie i otworzyłam jeden z nich, a w nim znajdował się naszyjnik zrobiony z zwykłego,skórzanego sznurka i zębem krokodyla na końcu. Założyłam go i zaczęłam machać do tłumu. Najwidoczniej wpadli w zachwyt i zaczęli bić brawo.
-Dobrze ci idzie-powiedziała na uśmiechu Avira.
-Rób tak dalej, wiem, że ci się to może nie podobać, ale sponsorzy to najlepsza rzecz jaka może cię spotkać w trudnych sytuacjach-podsumowała Marnie. Ona naprawdę zna się na rzeczy, chociaż nie widać tego po niej.
Po paru minutach znaleźliśmy się już na miejscu, w hotelu dla trybutów.Był on wysoki na 12 pięter, każde piętro reprezentuje dany dystrykt, chodzi tu o kolorystykę dominującą, np. w dystrykcie 1 dominuje czerwień, w dystrykcie 4 największe zapotrzebowanie jest na kolor niebieski, a w naszym na kolor żółty, i złoty.Weszliśmy do budynku, a Avira zaprowadziła nas do windy. Wjechaliśmy nią na 9 piętro, drzwi się otworzyły, i zobaczyłam wspaniały apartament.Na środku stała wielka żółta kanapa, która była na wprost ogromnego telewizora, na podłodze ścielił się kremowy dywan ze złotymi frędzlami, na lewo do góry po schodach znajdowała się jadalnia odgrodzona od salonu kłosami zbóż zasadzonymi w długiej białej donicy, a na prawo, widniały 4 drzwi prowadzące do oddzielnych pokoi.Na końcu, w rogu, były też szklane wrota za którymi można było zobaczyć taras. Wszystkie ściany i podłogi były lekko beżowe, a poduszki, małe fotele, komody, stoliki i krzesła były w kolorze białym.W okół było również wiele innych bibelotów, o których nawet trudno opowiadać.
-Za chwilę wyruszamy na paradę trybutów, przyjechaliśmy trochę wcześniej, ale i tak mamy mało czasu-powiedziała Avira.-Rozgośćcie się i czujcie jak u siebie w domu.
Jak u siebie w domu.... to dużo powiedziane.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
NOWA POSTAĆ W KARCIE:  BOHATEROWIE