"Podróż donikąd"
-Ym, przepraszam, ale koniec odwiedzin, musimy już jechać-do pokoju wkroczyła Kolokfia, wypraszając Maryl z pokoju.Zaprowadziła mnie to drzwi przez które weszliśmy do budynku, a przed nimi czekał już na mnie Peter. Patrzył zdecydowanym wzrokiem i nie odczuwałam po nim strachu. Kolokfia szepnęła mi do ucha, że nikt do niego nie przyszedł, z jednej strony nie przejmowałam się tym za bardzo, jednak było mi go trochę żal w takiej chwili zawsze chce się mieć przy sobie kogoś bliskiego. Zachowywał się bardziej spokojnie niż przed dożynkami, jakby myślał, że nic się nie stało i jest to kolejny nudny dzień, ale dla mnie ,nie dzisiaj. Strażnicy pokoju wraz z Kolokfią, udali się schodami w górę, które prowadziły do drzwi. Za nimi krył się drewniany taras z widokiem na stację kolejową. Na dworze szalał zimny wiatr, dobiegający z nad wody, która oblewała prawie cały nasz dystrykt. Wyszłam na zewnątrz i wzięłam jeden głęboki oddech i zapatrzyłam się w horyzont. W jednej chwili moim oczom ukazał się mknący szynami w naszą stronę ekspres, który zatrzymał się przy pobliskiej stacji znajdującej się za jeziorem.
Zeszliśmy schodami na dół, a tam strażnicy pomogli nam przedrzeć się przez wiwatujący tłum ludzi patrzących na każdy mój ruch. Wcisnęliśmy się do auta i ruszyliśmy w stronę dworca. Po drodze Kolokfia opowiadała nam o dogodnościach jakie będą na nas czekać w Kapitolu, wymieniała się zdaniami z Peterem, a on zadawał jej najróżniejsze pytania. Nie zwracałam na to zbytniej uwagi, wolałam pomyśleć bardziej nad igrzyskami, nad tym co się będzie dziać na arenie, co potrafię i co może stać się użyteczne.
Zajechaliśmy na miejsce, na szczęście tam nie było tłumów tylko nieliczne osoby. Prowadzeni byliśmy przez Strażników Pokoju do starej, prawie opuszczonej , ale nadal sprawnej stacji.Na pierwszym peronie stał owy ekspres. Podeszliśmy do niego, wspięłam się po stromych schodach, a drzwi do przedziału same się otworzyły. Wewnątrz dominował kolor morski. W rogu wagonu stał długi, masywny stół na którym stały porcelanowe tace przepełnione słodyczami wraz z szklanymi butlami z przeróżnymi trunkami.Tuż obok stał troch mniejszy stolik, na którym w odróżnieniu od poprzedniego leżały wyroby mięsne i rybne.Gdy wkroczyliśmy do środka moim oczom ukazała się schowana za ścianką długa, szara sofa przykryta płachtą koloru miętowego.
-Czeka nas długa droga, trasa przez dystrykt 8 jest zamknięta, dlatego musimy jechać na około.-za informowała Kolokfia, widać było po niej, że stres przeszedł.
Podeszłam do stołu i puknęłam w szklany kieliszek.Kapitolijka na chwilę wyszła z pokoju, poszukać naszego mentora, pomyślałam, że może dobrze by było trochę poznać tego Petera.
-Słuchaj- wyprzedził mnie- nie zostałem wybrany po to by zaprzyjaźnić się z kimś, tylko, żeby wygrać.
-Nie myślisz, że przez tą pewność siebie sponsorzy się tobą za interesują?-zapytałam.
-A ty myślisz, że sobie nie poradzę, bez sponsorów- wziął jabłko z tacy i rozsiadł się na kanapie- nie jestem taki ja ty. Uczyłem się sztuki przetrwania i zabijania od małego, wiem o tym, że twój ojciec wszystkich okłamywał, mówiąc, że masz osobistego trenera.
Popatrzyłam na niego takim wzrokiem jakbym miała go zaraz zabić. 170 cm czystego zła. Nie wydawał się taki, miałam teraz mętlik w głowie, a on gryzł ze spokojem zielone jabłko. W jego oczach wyczytałam słowa "I co? Zatkało?".
Kłótnie przerwała nam Kolokfia ciągnąc z całej siły ciężkie drzwi do wagonu, wbiegła do środka a za nią nieśmiałym krokiem drobna kobietka. Na jej twarzy rysował się grymas, który pokazywał nam, że kobieta nie chce tu być.Jej nogi stawiając następne kroki delikatnie uginały się pod jej wątłym ciałem, ręce drżały trzymając w dłoni kilka małych czerwonych tabletek, a skóra była blada, ale w niektórych miejscach sina. Kobieta zatrzymała się, odwróciła od nas i powtórzyła coś do siebie pod nosem, zacisnęła dłonie w pieśni i zwróciła się do nas.
-Cześć, jestem Shonna, i jestem waszą mentorką- powiedziała i spojrzała na Kolokfię- już? wystarczy?
Kolokfia zrobiła znużoną minę i zaniemówiła.
-A więc tak, nie chcę być dla was za poważna i szczerze, nie mam zamiaru dzisiaj z wami rozmawiać, może jutro coś ze mnie wyciągniecie na temat igrzysk. Idźcie najlepiej spać, Dobranoc- pożegnała się-Kol, powiedz obsłudze, żeby przynieśli tatara do mojego pokoju, oni wiedzą o co chodzi.
Odwróciła się na jednej nodze i wyszła z wagonu. Żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć, usłyszałam tylko "dlaczego musiałem trafić na nią" co wydobyło się z Petera.
-A więc, ym, idźcie spać-dodała Kolokfia i ruszyła za Shonną.
No tak piękny koniec pięknego dnia.
Następnego dnia wstałam bardzo późno, ale to z powodu tego, że łóżka są tu najwygodniejsze na świecie. Weszłam do głównego przedziału, a tam czekali już na mnie Peter i Shonna. Chłopak był lekko zmieszany, a kobieta rozpromieniona.
-O kto zaszczycił nas swoją obecnością!- krzyknęła- siadaj, czekamy na ciebie.
Podeszłam niemrawym krokiem do stołu i usiadłam na najbliższym krześle. Przez chwilę zastanawiałam się co zjeść, ale mój wybór padł na jagnięcinę. Ukroiłam cieniutki kawałek kawałek, a następnie posmarowałam masłem chleb kładąc na niego plaster mięsa.
-A więc jakie macie pytania?- zaczęła.
- Jaka broń najbardziej może się okazać użyteczne- zaczął szybko Peter, jakby był się, że go wyprzedzę.
-Na arenie przyda się każda broń, ale mi najbardziej przydał się prosty scyzoryk.
-Niby jak udało ci się pokonać kogoś tym scyzorykiem- oburzył się chłopak.
-Tam nie liczy się jakość broni, trzeba tylko umiejętnie się nią posługiwać- odpowiedziała.
-A co se sponsorami- rozkręcił się Peter.
-Sponsorzy jak sponsorzy, też trzeba umieć ich zdobywać.
-Czyli?- dopytałam.
- Hmmm, podaj chleb- zmieniła temat Shonna.
-Chcę jeszcze wrócić do wcześniejszego pytania- wyczułam kłamstwo w ustach kobiety- ile osób zabiłaś?
-Podaj, proszę, ten cholerny chleb- zawróciła się do mnie i popatrzyła na mnie srogim wzrokiem.
-Ile?- powiedziałam tym razem bardziej stanowczo.
-Chcecie prawdę?-zapytała ironicznie- Prawda jest taka, że nie zabiłam nikogo. Wygrałam te igrzyska przez ukrywanie się, ludzie o mnie zapomnieli i przez to, nikt mnie nie ścigał. Ukrywałam się w jaskiniach na drzewach, kamuflując się. O tej sztuce mogę wam mówić godzinami, ale nie pytajcie mnie o broń, sponsorów. Nie doświadczyłam tego, nie znam się na tym.
Wstała od stołu i poszła do swojego pokoju mijając się w przejściu z Kolokfią. Oszołomiona zrobiła piruet wiodąc oczami za Shonną. Następnie podeszła do nas i powiedziała:
-Witamy w Kapitolu!
Peter biegiem wstał z krzesła i podbiegł do okna, ledwo nie przewracając się po drodze. Przewróciłam oczami i z miejsca spojrzałam w szybę. Przejeżdżaliśmy teraz przez najbardziej zatłoczoną ulicę w centrum Kapitolu, na której zebrał się tłum ludzi by nas zobaczyć. W okół stało mnóstwo olbrzymich budynków, które prawie sięgały nieba, obok nas mknęły szybkie auta,które w niektórych miejscach tworzyły kilometrowe korki. Na ulicy, przy sklepach, w galeriach gromadzili się przedziwni ludzie. Niektórzy mieli kolorowe włosy, metrowe paznokcie inni operacyjnie wydłużone rzęsy, nitki złota w skórze, a jeszcze inni pióropusze w włosów i z egzotycznym zwierzęciem na ramieniu. Oczywiście wszyscy ubrani byli w niecodzienne kreacje, które, wydawało mi się, tworzył pijany projektant. Uśmiechali się do nas i machali nam, powoli podążając za pociągiem.
-To jest codzienność w Kapitolu- za informowała Kolokfia- teraz wszyscy kierują się na plac defilad, gdzie odbędzie się pokaz trybutów.
-Nic o tym nie słyszałem!- zbuntował się Peter.
-A tak, zapomniałam wam powiedzieć- zaśmiała się- Wieczorem odbędzie się pokaz trybutów, tam całe Panem dowie się o was. Wcześniej jednak przejdziecie małą metamorfozę, czyszczenie i wybór stroju.
-Czyszczenie? Metamorfoza?-dopytałam.
-Na miejscu wszystkiego się dowiecie-zakończyła i ledwo nie przewróciła się na swoich wysokich szpilkach, gdyż pociąg się zatrzymał- O już jesteśmy!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Następny post będzie pisany z dwóch perspektyw i na końcu pojawią się w nim wszyscy trybuci jacy będą brać udział w igrzyskach. I jeszcze będę dopisywać na początku rozdziału z czyjej perspektywy mówię, bo teraz może się to trochę pomieszać.
NOWA POSTAĆ W KARCIE: BOHATEROWIE
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz