sobota, 4 maja 2013

Rozdział 3

"Inny świat"
-Zbieramy się, zbieramy, zaraz pociąg nam odjedzie- słyszałam głos Aviry z korytarza.
Zastanawiałam się co się dzieje teraz u Diruca, nie zdążyliśmy nawet porozmawiać.Widziałam, że przejął się tym wyborem o wiele mocniej niż ja. Mam nadzieję, że nie wpadnie w jakąś depresję.
-Kochanie, czemu jeszcze nie na dole, ruchy, ruchy-rudowłosa zajrzała do mojego pokoju i pokierowała mnie na dół.
Delikatnie stąpałam po drewnianych schodach, które skrzypiały pod moimi stopami. Koncentrowałam  się teraz na wszystkim, nawet na chodzeniu.Schody wydawały się dla mnie jakby nie miały końca. Już na ostatnich stopniach zorientowałam się, że czeka już na mnie Diruco.Zeskoczyłam ze schodów i pobiegłam do chłopaka, uwiesiłam mu się na szyi, a on przez chwilę wydawał się odrętwiały, jakby nie wiedział co się stało.Spojrzałam mu w oczy, były przepełnione pustką, zachowywał się inaczej niż zawsze, był w ogromnym szoku.Ze smutkiem odwróciłam się plecami do niego przygryzając dolną wargę.Nie spodziewałam się tego, ale w jednej chwili Diruco oplótł swoje ręce o moją talię, a głowę położył na moim ramieniu.Złapałam go za dłoń, była zimna, jak u trupa, a skóra była szorstka.
-Dobrze, możemy jechać-przerwała Avira wchodząc do holu- O to wspaniały pomysł zrobimy z was parę!
-Ym, nie wiem czy zauważyłaś, ale jesteśmy parą-zwróciłam jej uwagę.
-O to cudnie!-promieniała radością .
Kobieta spojrzała na zegarek i ruszyła ciasnym korytarzem w stronę bocznego wyjścia, zrozumieliśmy, że musimy podążać za nią.Korytarz był wąski i ciemny, a na jego końcu paliła się mała, stara żarówka, która nie do końca rozświetlała długi hol.Na jego końcu znajdowały sie drzwi, które prowadziły do stacji kolejowej.Wyszliśmy z budynku i ujrzeliśmy tłum ludzi wpatrujących się w nas. Niektórzy pchali się do przodu, inni płakali, a jeszcze inni, zachowywali kamienną twarz. W tłumie zauważyłam Ksaniela i moją matkę stojących obok strażników pokoju, którzy robili barierę.Poczułam jak łza spływa mi po policzku, szybko ją wytarłam i dalej szłam przed siebie, jakby nic się nie stało. Wskoczyłam do pociągu i otworzyłam pierwsze drzwi jakie przed sobą miałam. W środku było wszystko to czego nigdy nie doświadczyłam np. drogie ciasta, fotele ze skóry, masywne stoły wykonane z najdroższych drzew oraz owoce, których nigdy w życiu nie widziałam.
-Usiądźcie na razie, porozmawiajcie spokojnie, a ja zawołam waszego mentora- oświadczyła Avira i udała się do kolejnego wagonu.
Rozsiadłam się na wielkiej ,skórzanej sofie, a Diruco usiadł na czerwonym fotelu obok.Przez chwilę panowała nerwowa cisz, ale postanowiłam ją przerwać.
-Dlaczego w ogóle sie do mnie nie odzywasz? Chyba mamy jeszcze o czym rozmawiać, prawda?
-....-zastanowił sie przez chwilę i kątem oka spojrzał na mnie- to nie jest takie proste. Musimy sobie zdać z tego sprawę, że nie wrócimy już tutaj. Próbuję sobie to uświadomi, ale nie mogę się z tym pogodzić, że mogę widzieć cię ostatni raz w życiu.
Wyciągnęłam się i pocałowałam go w policzek. Pierwszy raz od wyboru trybutów nie widziałam uśmiechu na jego twarzy, aż do teraz. Siedząc tak prawie nie usłyszeliśmy otwierających się drzwi. Ale odgłos stukających obcasów zwrócił mój wzrok w kierunku miejsca skąd wydobywał się hałas.
-Kochani, oto jest wasza mentorka Marnie -powiedziała Avira, a zza jej pleców wyłoniła się starsza, lekko zgrabiona babcia.
Kobieta miała blond włosy, z siwymi przebłyskami, ubrana była w białą,koronkową suknie, a na to założoną miała kremowy żakiet, natomiast na jej głowie widniał złoty kapelusz przyozdobiony białymi kwiatami. Marnie podpierając się o laskę, podeszła do nas i usiadła koło mnie na sofie.
-Wiem co sobie teraz myślicie, jak taka staruszka może nam pomóc przetrwać, pewnie ledwo pamięta co w tej chwili możemy czuć-mówiła.
-Ale, my ...-zaczęłam się tłumaczyć.
-Tak wiem, ale tego uczucia nie da się zapomnieć.Będzie ono z wami przez całe życie, brałam udział w X igrzyskach, ale nadal pamiętam ten strach, kiedyś nie było ograniczenia wiekowego, w igrzyskach  mogli brać ludzie w różnym wieku-opowiadała- gdy wybrali mnie na trybuta miałam 30 lat, teraz mam 61.
Słuchaliśmy Marnie z zapartym tchem, opowiadała nam o swym uczestnictwie w igrzyskach, na twarzy Aviry rysował sie grymas, który dziwnie podniósł mnie na duchu i dopingował do zadawania pytań. Nawet nie zauważyłam, jak czas szybko minął i nagle usłyszałam piskliwy głos Aviry:
-Jesteśmy już w Kapitolu, no kochani chodźcie się przywitać, trzeba sobie czymś zaskarbić uwagę widzów, chcecie przecież jak najdłużej przeżyć.-powiedziała ironicznym tonem.
Wstałam szybkim ruchem z kanapy i podeszłam do szyby.Poza pociągiem rozciągało sie wielkie, błękitne morze. Woda była tak czysta, że widać był piasek, nawet w najgłębszych miejscach. Pociąg był tak szybki, że kiedy Diruco znalazł się przy mnie widział już  stację podziemnego metra. Pojazd na chwilę sie zatrzymał, moim oczom ukazali się kapitolończycy, pchający się by nas zobaczyć, z różnych stron migało światło aparatów, a ludzie cieszyli się i machali do nas, wkładając to szpary na górze szyby prezenty. Schyliłam sie i otworzyłam jeden z nich, a w nim znajdował się naszyjnik zrobiony z zwykłego,skórzanego sznurka i zębem krokodyla na końcu. Założyłam go i zaczęłam machać do tłumu. Najwidoczniej wpadli w zachwyt i zaczęli bić brawo.
-Dobrze ci idzie-powiedziała na uśmiechu Avira.
-Rób tak dalej, wiem, że ci się to może nie podobać, ale sponsorzy to najlepsza rzecz jaka może cię spotkać w trudnych sytuacjach-podsumowała Marnie. Ona naprawdę zna się na rzeczy, chociaż nie widać tego po niej.
Po paru minutach znaleźliśmy się już na miejscu, w hotelu dla trybutów.Był on wysoki na 12 pięter, każde piętro reprezentuje dany dystrykt, chodzi tu o kolorystykę dominującą, np. w dystrykcie 1 dominuje czerwień, w dystrykcie 4 największe zapotrzebowanie jest na kolor niebieski, a w naszym na kolor żółty, i złoty.Weszliśmy do budynku, a Avira zaprowadziła nas do windy. Wjechaliśmy nią na 9 piętro, drzwi się otworzyły, i zobaczyłam wspaniały apartament.Na środku stała wielka żółta kanapa, która była na wprost ogromnego telewizora, na podłodze ścielił się kremowy dywan ze złotymi frędzlami, na lewo do góry po schodach znajdowała się jadalnia odgrodzona od salonu kłosami zbóż zasadzonymi w długiej białej donicy, a na prawo, widniały 4 drzwi prowadzące do oddzielnych pokoi.Na końcu, w rogu, były też szklane wrota za którymi można było zobaczyć taras. Wszystkie ściany i podłogi były lekko beżowe, a poduszki, małe fotele, komody, stoliki i krzesła były w kolorze białym.W okół było również wiele innych bibelotów, o których nawet trudno opowiadać.
-Za chwilę wyruszamy na paradę trybutów, przyjechaliśmy trochę wcześniej, ale i tak mamy mało czasu-powiedziała Avira.-Rozgośćcie się i czujcie jak u siebie w domu.
Jak u siebie w domu.... to dużo powiedziane.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
NOWA POSTAĆ W KARCIE:  BOHATEROWIE

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz